
A któż to się tak pięknie cieszy? To chyba wciąż aktualne liderki Damallsvenskan z Djurgården (Fot. Bildbyrån)
Nowe czasy nam nastały. Za chwilę połowa czerwca, na horyzoncie długie, gorące, letnie wieczory, a Djurgården przystępuje do gry po reprezentacyjnej przerwie jako wciąż niepokonany na ligowych boiskach lider. Już jutro piłkarki trenera Fernandeza czeka jednak niezwykle poważny, a do tego wyjątkowo istotny test. Bo skoro coś prognozować trzeba, to scenariusz rozstrzygnięcia mistrzowskiego wyścigu w tandemie Häcken – Hammarby wciąż wydaje się najbardziej logicznym ciągiem zdarzeń. W takim układzie do wzięcia cały czas pozostawałaby jednak lokata na najniższym stopniu podium, a jest to nagroda o tyle atrakcyjna, że pozwala ona spróbować swoich sił w Europie. Taką szansę z największym zadowoleniem przyjęliby w obozie beniaminka z Malmö, lecz na nieukrywającą swoich długofalowych ambicji i celów ekipę ze Skanii coraz silniejszą presję zaczyna wywierać stołeczne Djurgården. Bezpośrednie starcie na Eleda Stadion żadnych wiążących odpowiedzi nam jeszcze nie da, lecz gdyby z czterech punktów zaliczki sztokholmianek nagle miało zrobić się siedem, to nawet na tym etapie rozgrywek stanowiłoby to całkiem pokaźny kapitał. Nie można jednak również wykluczyć, że po starciu w Malmö zamiast zwyciężczyń i pokonanych będziemy mieli dwa rozczarowane brakiem pełnej puli zespoły i za taki przebieg sobotniego popołudnia kciuki ścigają przede wszystkim w Kristianstad. Zespół trenera Angergårda przed dwutygodniową przerwą na reprezentacyjne granie regularnie zachwycał prezentowaną przez siebie formą i jeśli tylko kluczowe zawodniczki składu ze wschodniej Skanii fenomenalnej dyspozycji gdzieś po drodze nie zagubiły, to one także powinny być mocno brane pod uwagę przy okazji medalowych rozważań.
W Norrköping dojdzie do pierwszego, ligowego spotkania Stellana Carlssona z jego dawnym klubem i już tylko ten jeden argument wystarcza, aby bliżej zainteresować się tą rywalizacją. Jej sportowy aspekt również nie jest jednak bez znaczenia, bo o ile obecności ekipy z Piteå gdzieś w okolicach strefy spadkowej można było się spodziewać, o tyle włodarze IFK przedsezonowe oczekiwania mieli niewspółmiernie wyższe. Człowiekiem, który miał pomóc w ich realizacji obwołany został właśnie były, wieloletni opiekun piłkarek z Norrbotten i tuż przed półmetkiem ligowej kampanii wybór ten wydaje się równie kontrowersyjny i pozbawiony argumentów, co kilka miesięcy wcześniej. Dopóki piłka pozostaje w grze, nikogo nie można jednak skreślać, choć akurat potencjał na przykład takiej Wilmy Leidhammar z pewnością dałoby się uwolnić zdecydowanie bardziej efektywnie. Ciekawie zapowiadają się także sobotnie potyczki w dwóch sztokholmskich dzielnicach; w Solnej naprzeciwko siebie staną dwa prawdopodobnie najbardziej chimeryczne i nierówne zespoły Damallsvenskan, które na dodatek w dziewięciu rozegranych dotąd kolejkach uzbierały identyczną liczbę punktów, zaś w Brommie jedno z pozytywnych zaskoczeń otwarcia sezonu podejmie rozczarowujące jak dotąd w niemal każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła Växjö. I nie trzeba chyba nawet dodawać, że rezultat obu tych konfrontacji pozostaje sprawą całkowicie otwartą.
Potknąć nie powinni się za to w najbliższy weekend obaj faworyci, którzy solidarnie przystąpią do gry w niedzielę. Podrażnione porażką w Kristianstad, lecz dla równowagi podbudowane udanymi występami Smilli Holmberg oraz Ellen Wangerheim w kadrze Petera Gerhardssona Hammarby, podejmie na Kanalplan Vittsjö i bez względu na okoliczności nie może pozwolić sobie na stratę w tej potyczce jakichkolwiek punktów. Uważać na potencjalną pułapkę będą musieli także w obozie Häcken, bo nawet jeśli Linköping z każdym tygodniem zanurza się coraz głębiej w pokładach beznadziei, to akurat na niespodziewane, pojedyncze wyskoki ekipę trzykrotnych mistrzyń Szwecji wciąż jak najbardziej stać. Przed rokiem boleśnie przekonały się o tym właśnie Osy z Hisingen, które teraz postarają się wszystkimi siłami dopilnować, aby nie dopuścić do ani trochę niepotrzebnej im powtórki.
