Kanonada w Tampere

finseger1

Tym obrazkiem dosłownie zakończyliśmy eliminacje australijsko-nowozelandzkiego mundialu (Fot. SvFF)

Trudno powiedzieć, co mieli w głowie ci, którzy ostatecznie przeforsowali skrajnie absurdalny system kwalifikacji do piłkarskich mistrzostw świata w strefie europejskiej. Oczywiście, możemy pocieszać się, że na skali nonsensu jeszcze wyżej wzbili się w Afryce, choć z drugiej strony tam przynajmniej zadbano o odpowiedni poziom emocji, dzięki czemu już w pierwszej fazie toczonych systemem pucharowym zmagań Nigeria starła się z Ghaną, a na lepszego z tej pary czekało Wybrzeże Kości Słoniowej. Sensu w tym nie było żadnego, logiki tym bardziej, ale przynajmniej oszczędzono kibicom ciągnących się ponad rok eliminacji, w których ponad dziewięćdziesiąt procent spotkań nie ma dla kogokolwiek – włączając w to zainteresowane drużyny – najmniejszej temperatury. I tak, są to jak najbardziej mocne słowa, ale nie są one niestety ani trochę przesadzone. Doskonale widać to zresztą po końcowych tabelach, bramkowych bilansach, czy klasyfikacjach strzelczyń, więc kto tylko zechce, jak najbardziej może wysunąć w tym temacie samodzielne wnioski. W tym miejscu postawimy jednak kropkę, gdyż akurat ten konkretny wpis dotyczyć miał nie bezmyślności decydentów z UEFA, a wydarzeń na stadionie w Tampere, gdzie na znajdującej się w katastrofalnym stanie murawie przyszło nam zamykać te absurdalne eliminacje.

I gdyby przyjąć zasadę, że piłkarski zespół poznaje się po tym, jak kończy, to kadrze Petera Gerhardssona należy się dziś naprawdę niezła cenzurka. Bo choć nie był to występ na miarę pamiętnego, tokijskiego 3-0 z USA, to jednak nie ma wątpliwości co do tego, że obejrzeliśmy właśnie zdecydowanie najbardziej udany mecz reprezentacji Szwecji podczas obecnej kampanii. I nawet jeśli Finki mocno nam w newralgicznych momentach pomagały, to jednak tym razem minusy żadną miarą nie mogą przesłonić nam plusów. A tych ostatnich nie brakowało w zasadzie w każdej formacji, zaczynając od nadspodziewanie solidnej między słupkami Jennifer Falk, a kończąc na niezwykle skutecznych piłkarkach ofensywnych, które niemal w komplecie wpisały się do najbardziej eksponowanej rubryki meczowego protokołu. A przecież swoje pozytywne akcenty dodały także chociażby autorka gola na 3-0 Linda Sembrant, niezwykle pewna w odbiorze Nathalie Björn, czy wreszcie ustawiona eksperymentalnie na prawym wahadle jubilatka Olivia Schough. Nie wspominamy to oczywiście o niezawodnej ostatnimi czasy Jonnie Andersson, która tym razem wystąpiła w roli jokerki, ale otrzymane od selekcjonera dwa kwadranse wykorzystała wręcz wzorowo, co potwierdzają zanotowane przy jej nazwisku dwie asysty plus kilka kluczowych podań.

A Finlandia? Emma Koivisto potwierdziła, że jest boczną defensorką na miarę angielskiej ekstraklasy, Olga Ahtinen udowodniła, że potrafi kreować grę, ale dwie solidne zawodniczki w jedenastce to zdecydowanie zbyt mało, aby realnie powalczyć z reprezentacją Szwecji. Złośliwi powiedzieliby w tym miejscu, że jeżeli opierasz zespół na zawodniczkach Örebro, to grasz jak Örebro i … jak najbardziej byłoby w tym sporo racji. Bo gdy wydawało się, że gospodynie przetrwały początkowy napór podopiecznych Gerhardssona, Heidi Kollanen wycofała futbolówkę w kierunku własnej bramki, jej zamiarów nie odczytała właściwie ani Kuikka, ani Pikkujämsä, z czego skwapliwie skorzystała Asllani do spółki z Blackstenius. Podarowany przeciwniczkom gol najwyraźniej wiele Finek nie nauczył, gdyż nieco ponad dziesięć minut później było już 0-2 i choć do jakości uderzenia Liny Hurtig nie sposób się przyczepić, to jednak postawa obrończyń i pomocniczek Suomi w tej sytuacji może przynajmniej zastanawiać. Napastniczka Arsenalu dostała mierzone podanie od Nathalie Björn mniej więcej na wysokości linii środkowej, po czym – co nie będzie chyba specjalnie zaskakujące – ruszyła w kierunku bramki Korpeli. I tak biegła, biegła, a bezkresne fińskie bezdroża otwierały się przed nią, zupełnie jakby nie był to mecz eliminacji piłkarskich mistrzostw świata, a spokojny, poranny jogging nad Tamizą. Na doskok lub chociażby minimalne przeszkadzanie nie zdecydowała się ani Westerlund, ani żadna z defensywnych pomocniczek, a efekt takich działań mógł być tylko jeden. Gwoli sprawiedliwości dodajmy, że nadmierna życzliwość wobec boiskowych rywalek udzieliła się także Magdalenie Eriksson, która tuż przed przerwą ewidentnie postanowiła odwdzięczyć się Finkom, ale jej podanie do doskonale znanej nam z boisk Damallsvenskan Jenny Danielsson na szczęście nie skończyło się asystą drugiego stopnia, bo na posterunku była tym razem Falk.

O ile w pierwszej połowie mogliśmy jeszcze mówić o w miarę wyrównanej batalii, w której różnicę robiła przede wszystkim defensywna niefrasobliwość gospodyń, o tyle po przerwie Szwedki przejęły już całkowitą kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. I choć już po godzinie gry boisko opuściły obie nasze bramkostrzelne, londyńskie Kanonierki, to wcale nie zwiastowało to zakończenia strzeleckiej kanonady. Najpierw przypomnieliśmy bowiem publiczności w Tampere specjalność zakładu Gerhardssona, czyli perfekcyjnie wykonany stały fragment gry (asysta Andersson, gol Sembrant), a następnie swoje trafienie dopisała do listy rezerwowa Rebecka Blomqvist, robiąc użytek z jeszcze jednego fińskiego prezentu. Szwedki nie musiały nawet wrzucać najwyższego biegu, aby w pełni dominować we wszystkich sektorach boiska i gdyby na przykład nieco lepszą skutecznością popisała się Madelen Janogy, to końcowe zwycięstwo mogłoby być jeszcze bardziej okazałe. O miły akcent na koniec postarała się jednak Fridolina Rolfö, która chyba sama nie spodziewała się, że w ostatniej akcji meczu uda się jeszcze podwyższyć rezultat. Co więcej, nie miała nawet początkowo takiego zamiaru, ale skoro rywalki dalej uskuteczniały krycie na radar, to aż głupio byłoby przynajmniej nie spróbować. A ponieważ Korpela dodatkowo puściła niezbyt mocno uderzoną futbolówkę przy bliższym słupku, to wynikowa powtórka z fazy grupowej EURO 2013 stała się faktem.

Odniesione w dobrym stylu zwycięstwo nie tylko pozwoliło nam wreszcie zakończyć dziwne eliminacje, ale również przyniosło niezwykle cenne punkty do dwóch rankingów jednocześnie. Tym zarządzanym przez UEFA zajmiemy się w swoim czasie, natomiast ten spod znaku FIFA gwarantuje nam to, że po raz pierwszy w tym wielu szwedzka kadra znajdzie się w pierwszym koszyku podczas ceremonii losowania finałów MŚ. I jest to niewątpliwie nagroda za pięcioletnią pracę Gerhardssona, bo pamiętamy, w jakim punkcie przejmował reprezentację jej obecny selekcjoner. Cieszmy się więc z tego, pamiętając jednocześnie, że prawdziwa weryfikacja tej drużyny dopiero przed nami. A najważniejszy etap przygotowań do decydującego egzaminu właśnie się rozpoczyna, gdyż od października regularnie będziemy mierzyć się z rywalkami o zupełnie odmiennej jakości piłkarskiej niż Gruzja czy Słowacja. I już po trzech jesiennych meczach będziemy zdecydowanie mądrzejsi niż jesteśmy dziś.

finswe

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s