Lindahl, Schough i długo nic

bigOriginal

Fot. Björn Larsson

Próba generalna w postaci starcia z reprezentacją Meksyku miała sprawić, że szwedzkie piłkarki wsiądą na pokład odlatującego do Holandii samolotu w lepszych nastrojach. Niestety, pomimo skromnego zwycięstwa, po ostatnim gwizdku austriackiej sędzi ciężko było znaleźć kogoś, kto opuszczałby stadion w Falkenbergu w pełni usatysfakcjonowany. Mecz, który miał zapewnić zawodniczkom i sztabowi szkoleniowemu przynajmniej tydzień tak bardzo potrzebnego w tej chwili spokoju, potoczył się jednak według takiego scenariusza, że trudno było po jego zakończeniu powstrzymać się przed wygłoszeniem kilku naprawdę poważnych obaw. Nawet biorąc poprawkę na trudy trwającego aż do minionego piątku obozu przygotowawczego w Göteborgu, drużyna Pii Sundhage w wielu aspektach prezentowała się bowiem tak, jakby kluczowe pojedynki czekały ją nie za dziewięć dni, a za dziewięć miesięcy.

Pierwsze powody do niepokoju mieliśmy tuż po rozpoczęciu gry, gdy okazało się, że zawodniczki z Ameryki Środkowej górują nad naszymi piłkarkami nie tylko szybkościowo (co dałoby się jeszcze wytłumaczyć znużeniem po ciężkich treningach), ale i pod względem pomysłu na rozgrywanie akcji ofensywnych. Gdyby nie instynktowna interwencja Lindahl po strzale Robles, Meksykanki szybko wyszłyby na prowadzenie 1-0, ale jeśli ktoś spodziewał się, że sytuacja ta podziała mobilizująco na kadrowiczki Pii Sundhage, ten srodze się zawiódł. Mijały bowiem kolejne minuty, a jedynym godnym odnotowania szwedzkim akcentem wciąż było brawurowe i ciepło przyjęte przez publiczność wykonanie hymnu narodowego przez Bertila Schougha. Po mniej więcej pół godzinie gry sygnał do ataku dała w końcu … jego córka, która kilkoma rajdami lewym skrzydłem spróbowała rozerwać stanowiącą do tego momentu monolit meksykańską defensywę. Akcje te nie przyniosły wprawdzie bramkowego efektu, ale piłkarki gości wielokrotnie zmuszone były ratować się wybiciami na rzut rożny, co z kolei dawało możliwość ponownego przetestowania kilku wariantów egzekwowania stałych fragmentów gry. Po jednym z nich Bianca Henninger w końcu skapitulowała, choć trzeba przyznać, że akurat w tej akcji zdecydowanie więcej było przypadku niż rozegrania wyuczonego schematu. Zaczęło się raz jeszcze od Schough, następnie dośrodkowaną w szesnastkę piłkę przedłużyła Rolfö, a pod nogi Sembrant strąciła ją ostatecznie naciskana przez Seger Christina Murillo. Nieco zaskoczona stoperka Montpellier nie do końca czysto trafiła w futbolówkę, ale koniec końców zmieściła ją tuż przy słupku meksykańskiej bramki, nie dając Henninger żadnych szans na skuteczną interwencję. Chwilę później, po strzale Schelin Szwecja mogła, a może nawet powinna zapewnić sobie dwubramkowe prowadzenie, ale w górę powędrowała chorągiewka sędzi liniowej. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że taki wynik jeszcze bardziej wypaczyłby faktyczny obraz gry.

Drugą połowę znów lepiej rozpoczęły Meksykanki, które ani myślały odpuszczać szykującym się do występu w EURO 2017 wyżej notowanym rywalkom. Podobnie jak przed przerwą, zdecydowanie najwięcej działo się na prawej flance, na której królowała Stephany Mayor. Grająca na co dzień na Islandii pomocniczka tak łatwo radziła sobie z Jonną Andersson, że nieplanowaną zmianą zareagowała na to nawet Sundhage, oszczędzając defensorce Linköping kolejnych trzydziestu minut męki. Inną wyróżniającą się zawodniczką w drużynie Meksyku była Bianca Sierra, która tak skutecznie zaopiekowała się Stiną Blackstenius, że ta zakończyła mecz bez choćby jednego oddanego strzału, co w jej przypadku jest wydarzeniem bez precedensu. Co ciekawe, w dniach poprzedzających mecz w Falkenbergu, na temat Mayor i Sierry zrobiło się głośno za sprawą opisującego ich związek artykułu w New York Times, ale na murawie obie udowodniły, że równie wiele i równie dobrze można pisać o ich boiskowych wyczynach. To, że nazwisko żadnej z nich ostatecznie nie znalazło się w najważniejszej rubryce meczowego protokołu było przede wszystkim zasługą Lindahl, która jako jedyna po stronie szwedzkiej (oczywiście obok wspomnianego już wcześniej Bertila Schougha) zasłużyła dziś na naprawdę wysoką notę za swój występ.

Ostatni kwadrans meczu był tak naprawdę jedynym, w którym gra toczyła się pod wyraźne dyktando Szwedek, ale wprowadzone po przerwie Rubensson oraz Folkesson nie bardzo miały pomysł na rozmontowanie coraz bardziej zmęczonej, lecz wciąż niezwykle szczelnej meksykańskiej defensywy. Piłkarki z Ameryki Środkowej ustawiły się formacją, którą doskonale znamy chociażby z meczów Hammarby Olofa Unogårda i ten manewr okazał się wystarczający do zneutralizowania prób zawiązania akcji ofensywnych przez podopieczne Pii Sundhage. Trochę groźniej robiło się jedynie przy dośrodkowaniach spod linii końcowej, a także po kolejnych stałych fragmentach gry (w tej fazie meczu odpowiadała za nie Magdalena Eriksson i radziła sobie w tej roli całkiem nieźle), ale okazało się, że to Lindahl, a nie Henninger znów musiała w ostatnich minutach interweniować po celnym strzale rywalki.

1-0 z Meksykiem nie jest oczywiście wynikiem marzeń, ale zdecydowanie bardziej niż sam rezultat martwić może postawa szwedzkich piłkarek. Na dziewięć dni przed meczem z Niemkami nie zobaczyliśmy bowiem ani odpowiedniego tempa, ani wygranych pojedynków w sytuacjach 50/50 (choć rywalki nie należały do najbardziej atletycznych), ani koncepcji gry atakiem pozycyjnym, ani jakiegokolwiek impulsu z ławki. Pocieszać możemy się tym, że w miarę poprawnie zaczynają funkcjonować stałe fragmenty, choć chyba zdecydowanie najlepszą informacją ze szwedzkiego punktu widzenia jest fakt, że w grupie B holenderskiego EURO spotkają się trzy mniej lub bardziej rozbite reprezentacje. Matematyka podpowiada więc, że przynajmniej dokładnie jedna z nich awansuje do fazy pucharowej i tej szansy wypuścić po prostu nie można. A w ewentualnym ćwierć- i półfinale – o czym wiemy, jak nikt inny na świecie – mogą się już zdarzyć cuda.

1 thought on “Lindahl, Schough i długo nic

  1. Pingback: Rok dobrej zmiany? | Szwedzka piłka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s